czwartek, 13 grudnia 2018

By w konsekwencji oddychać miłością jak powietrzem

Alkohol i miłość

Grażyna Płachcińska

"- Czym jest miłość? 
- Całkowitą nieobecnością lęku - odpowiedział Mistrz. 
- A czego się lękamy? 
- Miłości - odparł znów Mistrz."
Anthony de Mello: Minuta mądrości 

"Tak jak w tej przypowieści de Mello dzieje się w życiu każdego człowieka, również w życiu alkoholika. Pijąc mówi on często charakterystyczne zdania: "Tylko wódka mnie nie zdradzi, nie porzuci", "Wódka zawsze jest mi przyjacielem" "Wódka to mój wierny towarzysz". 


Używa różnych pieszczotliwych zdrobnień typu "wódziuchna", "piweńko", "winko", o naczyniach, z których pije, wyraża się "kielonek", "szklaneczka", "setuchna". Zwraca się do alkoholu jak do osoby, której w zależności od potrzeby nadaje płeć męską lub żeńską. Mówi o nim jak o najczulszej matce albo kochance. 

Często nadaje wódce i innym alkoholowym napojom nazwy stosowne do nastroju, z jakim rozpoczynał picie. Kłóci się z nią, wyzywa najgorszymi obelgami, obwinia za swoje niepowodzenia, smuci się i żali, ale też weseli się i tańczy. 

Zastanawiało mnie od dawna, czemu się tak dzieje. Czemu alkoholicy decydujący się trzeźwieć nadal w swoich pisemnych pracach podczas terapii odwykowej piszą o alkoholu w ten sposób. Uwielbiają opowiadać dowcipy, których głównym bohaterem jest alkohol, a gdy im smutno czy za czymś tęsknią, wspominają "wódkę - pocieszycielkę". 

Najwyraźniej było to słychać w pisanych niegdyś listach pożegnalnych do alkoholu, które przypominały czasem listy samobójców żegnających się z najbliższą osobą. W owych listach pacjenci wyrażali całą gamę uczuć, jaką może kierować człowiek do drugiego niezwykle ważnego człowieka: od zafascynowania, zauroczenia, wielkiej miłości aż po nienawiść. 

Wielkie poszukiwanie


Wiadomo, że każdy człowiek rodzi się ze zdolnością do miłości i z potrzebą miłości, a w procesie życia uczy się różnych sposobów jej okazywania i przyjmowania. Kiedy jesteśmy mali, dzieje się to poprzez dotyk, przytulenie, serdeczne słowa krzątających się wokół nas dorosłych. Potem przyglądamy się innym sposobom, sprawdzamy, czy działają, wypróbowujemy nowe zachowania. Bywa tak, że te próby są karane, a w miejsce serdecznych słów i ciepłego dotyku wchodzą słowa twarde i ostre, może nawet pas albo pięść, albo ludzie wokół nas w ogóle przestają do nas mówić i nas dotykać. W efekcie uczymy się, że miłość trzeba zamknąć jak w pancernej szafie. Pozostaje jednak w nas tęsknota za nią, przeczuwanie, że jest, pamięć, że kiedyś była przeżywana. 
Rozpoczyna się w życiu człowieka wielkie poszukiwanie miłości i sposobów, żeby do niej dotrzeć. 

Jednym z nich jest alkohol. Na początku powoduje on, że człowiek uzyskuje na chwilę dostęp do miłości. Młody chłopak idąc na randkę wypija piwo, żeby nie bać się okazywania dziewczynie miłości poprzez ciepłe słowa i czułe gesty. I rzeczywiście staje się odważniejszy. Czasem poleca ten klucz do miłości swojej partnerce i bywa, że oboje zaczynają korzystać z takiego alkoholowego klucza. 

Alkohol daje złudną obietnicę

że tak będzie zawsze: że ilekroć będziesz potrzebował uzyskać dostęp do miłości i chciał ją wyrazić, wystarczy wlać w siebie pewną jego ilość i sejf z miłością stanie otworem. Co więcej, przez jakiś czas te swoje obietnice spełnia. Z alkoholem w krwiobiegu człowiek wyznaje miłość, zawiera małżeństwo, uprawia seks , poznaje nowych znajomych. "Jak piłem, to wszyscy mnie znali, wręcz kochali" - mawiał Franek w pierwszych tygodniach swego leczenia. 

Pijący korzysta z iluzorycznej obietnicy, jaką daje alkohol - wierzy, że będzie wypełniana zawsze. Używa owego klucza do miłości coraz częściej, pije coraz więcej, a ponieważ on coraz gorzej działa, zmienia trunki, jakby dopasowywał wciąż nowe klucze. Tyle tylko, że materia, z jakiej je "robi", jest wciąż ta sama - alkohol. Jego obietnica alkoholu, że będzie tylko chwilowym pośrednikiem do miłości i pomocnikiem w wymianie tej energii życia, obraca się we własne przeciwieństwo. 

Człowiek uzależnia się od alkoholu 

i to on staje się obiektem miłości, tęsknoty i pożądania. Został przez alkoholika iluzyjnie "uczłowieczony" i to do niego, a nie do drugiego człowieka zaczynają być kierowane najczulsze słowa :"wódeczko ty moja" jak dawne "kochaneczko moja" i "jedyna przyjaciółko moja". 

Alkoholik zaniedbuje istniejące związki z żoną, z dziećmi, z przyjaciółmi. Coraz częściej przebywa tam, gdzie może się napić, coraz więcej życia temu poświęca - aż do całkowitego zerwania związków rodzinnych. Bo niejedna żona wreszcie nie wytrzymuje ciągłego przegrywania z rywalką, jaką staje się wódka, wnosi sprawę rozwód i eksmisję z mieszkania. 

Nietrudno zauważyć, że w świecie alkoholika ten iluzyjny twór to właściwie ideał, jakaś bogini czy bożek, i że w realnym świecie takich nie ma. Prawdziwa żona, rodzice, przyjaciele mają swoje wady, ich ludzka miłość jest niedoskonała, staje się więc przeszkodą na drodze do miłości doskonałej. Człowiek uzależniony za pomocą alkoholu i dla alkoholu niszczy swoje ważne związki z innymi ludźmi. Ich miłość do siebie i swoją do nich zamienia w nienawiść. 


Od miłości do nienawiści 

- jak mówi znane porzekadło - jest tylko jeden krok, w przypadku alkoholika to przysłowiowy kieliszek. 
Jak to się dzieje, że jednak w którymś momencie człowiek decyduje się przerwać picie, że podejmuje abstynencję i leczenie? Myślę, że często staje się tak w momencie spotkania alkoholika, który nie ma już siły nienawidzić, z realną, otwartą miłością dziecka, współmałżonka, rodzica. Bywa tak, jak z Antkiem, któremu trzyletni synek zadał pytanie: "Tato, a po co ty pijesz? Ja cię kocham" - dla niego w pierwszej kolejności Antek zaczął trzeźwieć i dziś jest piąty rok w abstynencji. Wojtek rozpoczął leczenie dla żony: "Chciałem, żeby wróciła, dlatego przestałem pić. Ona kochała mnie trzeźwego, a nie moją wódkę". 

To zrozumiałe, że alkoholik przestaje pić dla miłości drugiego człowieka. Nie wierzy, a często nawet nie wie, że ma zdolność do miłości w sobie samym. 

Wiele uzależnionych osób mówi: "Nie mam uczuć, przepiłem je wszystkie, przepiłem miłość"

I kiedy przestają pić dla niej, z jej powodu właśnie, to w cichości ducha mają nadzieję, że się tej miłości jakoś nauczą. Najczęściej rozpoczynają tę naukę od etapu na, którym zatrzymali się popadając w uzależnienie. Myślą więc tak jak przedtem: że trzeba na nią zasłużyć na przykład zapracowując się czy zarabiając coraz więcej pieniędzy, kupując mało potrzebne rzeczy swojej rodzinie, a trzeba ją wymusić. 

Trzeźwiejąc uczą się od swoich dzieci, od przyjaciół z AA czy z klubu abstynenta, również w kościele różnych naturalnych, choć trudnych sposobów docierania do miłości, okazywania jej i wyrażania. Na przykład Janek mówił tak: "Wiem, czuję, że kocham moją córkę Agatę. Powiedziałem jej to, ale czegoś mi brakuje". Z grupy padła propozycja: "To może przytul ją, jak będziesz jej to mówił". Janek długą chwilę milczał zażenowany, a potem zapytał: "No dobrze, ale jak? Nigdy tego nie robiłem. Mam takie niezdarne ręce". I uczył się układać je tak, żeby objąć własną córkę. Okazało się, że skorzystało na tym kilka innych osób z grupy, bo chcąc przytulić na przykład walili kogoś po plecach albo przyciskali tak, że brakowało mu tchu. 

"Mały książę" - jak zaprzyjaźnić się z lisem 

Często polecam pacjentom do czytania i praktykowania "Małego księcia" Antonine'a de Saint-Exupery, szczególnie rozdział o zawieraniu przyjaźni z lisem. Bo przyjaźń jako odmiana miłości musi być budowana powoli, z wielką uważnością, cierpliwością i wzajemnym szacunkiem. Zwłaszcza w pierwszym etapie trzeźwienia, kiedy głód miłości jest ogromny, a umiejętności niewielkie. 

Często polecam też "Muminki", które jeden z moich pacjentów, Paweł czytał głośno dziecku na dobranoc. "Tak jakoś przy okazji przysiadałem się do mego synka albo kładłem się obok - wspomina Paweł. - Mogliśmy się dotknąć, a później jeszcze rozmawiać ze sobą. Żona najpierw była bardzo zdziwiona tym czytaniem, ale potem zaczęła też się przysiadać i słuchać. A jeśli coś robiła w kuchni, to drzwi do pokoju musiały być otwarte". Z opowieści Pawła wiem, że cała ich trójka zaczęła używać bohaterów książki do nazywania własnych zachowań w różnych sytuacjach ((na przykład jeśli któreś z nich nie mogło się nic zdecydować i marudziło, to zachowywało się jak Paszczak). Ułatwiło im to zbliżanie się do siebie. 

Jeszcze zanim uda się odbudować miłość w rodzinie (później zresztą również) każdy miting AA jest dla trzeźwiejącego alkoholika okazją do doświadczania miłości - poprzez słowa "Cieszę się, że jesteś", uściski, bycie w kręgu splecionych rąk podczas Modlitwy o Pogodę Ducha. Wiele zadań w Indywidualnych Programach Terapii oraz w programach dalszego zdrowienia, układanych na zakończenie podstawowego programu terapii, uczy praktycznych sposobów okazywania miłości bliskim (na przykład "Będę punktualnie odbierać dziecko z przedszkola" albo "Zaproszę żonę na zabawę w klubie"), jak również samemu sobie (choćby "Zadbam o swoje zdrowie fizyczne, będę rano uprawiać gimnastykę"). 

Oddychać miłością jak powietrzem

Powoli trzeźwiejący alkoholik zaczyna oddychać miłością jak powietrzem. Jednak długo jeszcze nie przychodzi mu do głowy, żeby tak właśnie to nazwać. Już nawet potrafi pokłócić się i nie napić, przeprosić i poczuć ulgę, a nie poniżenie, już umie zauważyć te zmiany - ale żeby to zaraz miała być miłość? "To jest życie, a miłość to zupełnie co innego" - mówił Jacek na zajęciach grupowych w drugim roku trzeźwienia, kiedy opowiadał z przejęciem, z jaką miną żona przyjmowała pierwszy od lat prezent. Mówił, jak się bał, czy zechce go przyjąć, czy się jej spodoba, czy się nie skrzywi, i jak się cieszył, że trafił z tą apaszką w dziesiątkę. 

Wszyscy już wiedzieli, czego symbolem i dowodem jest ta apaszka, a on się jeszcze bał wypowiedzieć to słowo. W końcu któraś z kobiet powiedziała: "Wiesz, Jacek, apaszka nie jest kobiecie niezbędna do życia. Myślę, że twojej żonie też". "Ale ja byłem z nią w sklepie i widziałem, że ta jej się podobała, tylko nie miała pieniędzy. Zakręciłem się tak w tym sklepie, żeby szepnąć sprzedawczyni, niech odłoży do jutra. No i kupiłem. Chciałem wręczyć tę apaszkę żonie na urodziny, ale nie wytrzymałem i dałem wcześniej". 

"To może ty ją kochasz?" - zapytała ta sama alkoholiczka z grupy. "Pewnie, że kocham. Tyle ze mną wytrzymała, została ze mną, dzieci mi urodziła ..." - a kiedy wykrzyczał wszystko, skulił się i widać było, że się przestraszył tego, co sam powiedział. Po chwili ciszy ktoś zaczął się śmiać, dołączyli pozostali, wreszcie i Jacek. Przestał bać się miłości." 

Grażyna Płachcińska
[tekst ukazał się w miesięczniku "Świat Problemów" nr 12 (59) grudzień 1997]

Ogólnopolski Konkurs Tańców Polskich

"O Muszlę Bałtyku" po raz piętnasty

.


Rocznica ... czego?!

13 grudnia 1981 wielu z nas obudziła cisza, też ta radiowa, a szum emitowany przez echo mikrofalowego  promieniowania tła z kosmosu w telewizorze - przekonał o tym ,,, "że nie będzie tej niedzieli Teleranka” z jakiegoś "ważnego" powodu. Większość z nas nie zdawała sobie sprawy, choć przeczuwała, że "to" może nastąpić. Mówiło się wówczas o stanie wyjątkowym, a tu masz... 

Stan wojenny 

.
Tak z perspektywy małego miasteczka w dawnym koszalińskim. Trochę przypominało to groteskę, późniejszy klimat w pewnym sensie podobny do scen z filmu Sylwestra Chęcińskiego „Rozmowy kontrolowane”.


Najsłynniejsze zdjęcie stanu wojennego, tamtych czasów
Długo by o tym pisać, każde z nas, świadome dorosłością, tym co się dzieje w kraju - według własnego osądu przeżywało to na swój sposób. 

Jedni zakopywali w ogródku książki wydawnictwa „Nova”, bojąc się, że je  „znajdą”. Tak straciłem bezpowrotnie swój „Folwark zwierzęcy” pożyczony jednemu ze znajomych, „dorosłych aktywistów” Solidarności i członków MKK NSZZ.

Drudzy, naprawdę rozsądnie,  upychali gdzie się dało - ważne dokumenty związkowe, listy i papiery – by naprawdę nie wpadły w niepowołane ręce. 

Próbowaliśmy, z perspektywy małego miasteczka, ogarnąć to co się dzieje. 
Dopiero łoskot i rumor jadących czołgów, wprawił nas w osłupienie i niepokój. 

Ta „wycieczka” jednostek z Kołobrzegu zrobiła, propagandowo, na nas wrażenie. Zrozumieliśmy, że dzieje się coś bardzo, ale to bardzo złego. Jak to młodziaki – wyleźliśmy na ulice. Machając, odżałowanym na wagę złota, „wagonem” Ekstra Mocnych z filtrem - udało się nam na chwilę zatrzymać ostatni pojazd, odstający od kolejnej przejeżdżającej grupy. Przejeżdżającej co jakiś czas przez miasteczko. 

W luku wiedzieliśmy tak samo przestraszone oczy, równolatka, kierowcy.  Domyśliliśmy się, bo widać dokładnie nie sposób, że wzruszył tylko ramionami. Pokręcił głową, pokazał za siebie i w kierunku  wieży. Znajomy podał mu papierosy. Motor rurami zadymił, czołg ryknął i pojechał z łoskotem gąsienic dalej, kierując się na drogę do Słupska. 

Od tego dnia było już wszystko inne. Wcześniej z wypiekami na twarzach czytaliśmy teleksy informacyjne informujące m.in o Kongresie Kultury, o pomalowanych autobusach „San”, które gdzieś, ktoś zabrał na poligon. W większości bzdety wystukiwane na papierze dalekopisów, które docierały oficjalnie z poczty (UPT) do siedziby Międzyzakładowego Komitetu Koordynacyjnego NSZZ w maleńkiej zapyziałej gminie. Gdzieś na końcu świata polityki i zaściankowego życia tamtych lat.  Gdzie wszystko się mieszało - dobro ze złem, strach ze śmiechem, ogłupiali i pogubieni w swoich pomysłach na życie ludzie.

Oczy tego chłopaka w czołgu mówiły więcej niż nieustanny  komunikat – substytut Teleranka w telewizji. Mam je w pamięci i miałem wówczas wtedy gdy ze strachem w portkach i w sercu woziliśmy ulotki. Gdy patrzeliśmy nie raz, na zziębniętych, w uszankach na głowach,  żołnierzy sprawdzających  przepustki w autobusach PKS. 

My drżeliśmy ze strachu (bo przepustki były kombinowane na lewo), a oni z zimna. Gdy woziliśmy wałówę studentom. Gdy lataliśmy po ulicy nomen omen "Zwycięstwa" w Koszalinie - "drąc ryja" przed ratuszem - hasłami nikomu teraz niepotrzebnymi.  Gdy wialiśmy do katedry przed pałkami. Gdy się dowiadywaliśmy za wódkę, gdzie są ośrodki internowania w okolicach Drawska etc. 

Teraz tak patrzę w przeszłość i się zastanawiam, jak z tej perspektywy jest to teraz  śmieszne, mało ważne i nieistotne. Wręcz czasem bardzo głupie. To co z narażeniem wszystkiego robiliśmy. Jak traktowaliśmy, jak myśleliśmy. Jak ja myślałem. 
Przypominam sobie ze smutkiem jak mój ojciec pomagał schować, ukryć  materiały, które „udało mi się uchronić”. Były to zwoje teleksów do naszej komórki MKK, listy członków, i inne ważne dokumenty moim zdaniem  (byłem najmłodszym członkiem Komitetu, miałem dostęp do dokumentów, i je starałem eis ochronić). Mój Tata bał się tak jak i ja. A ja Jego strach widziałem i czułem. 

A  potem ... one najzwyczajniej zostały  spalone. Te papiery z taką pieczołowitością schowane, przechowywane – gdy zelżało i oddałem je prawowitym właścicielom. Członkom wyższych ostałych się struktur solidarnościowych sprzed wybuchu stanu. 

Byłem dumny, że "walczyłem" w słusznej sprawie … do czasu. Do czasu gdy ci moi Solidarnościowi "drąc ryja na całość", gdy nikt ich z przeciwników nie słyszał - "Precz z komuną" ...  najzwyczajniej w świecie absurdalnie, spalili je w libacyjnym ognisku. Z jakimś złowrogim zdało mi się  wówczas śmiechem, w jakimś wariackim transie - spalili to co z takim młodzieńczym zapałem chroniłem, bo wierzyłem, że czynię słusznie chroniąc je dla przyszłości. A może nie były już ważne ...

Napiłem się wówczas z podanej butelki. Po jaką cholerę przez tych i dla których narażając się, to czyniłem? Może wtedy bardziej dorosłem poznając ludzi, ich charaktery i to, że białe nie zawsze musi być białe a czarne - czarne.  

Dziś patrzę tępym wzrokiem na to co mnie otacza. Mając już swoje lata, przestaje wierzyć wszystkim jak leci. 

Doświadczenie mi mówi i podpowiada. A ja patrzę w już nie zaśnieżony telewizor i nie wierzę własnym oczom. Złość mnie pusta ogarnia, złość nie na ludzi, a na siebie - że tak naiwnie i durno oddałem swoją młodość, ideały i kawałek mojego życia. 

Taka mnie naszła refleksja, dzisiaj 13 grudnia, patrząc trzydzieści siedem lat wstecz.
ABAH

Szum emitowany przez echo mikrofalowego  promieniowania tła z kosmosu w telewizorze 

środa, 12 grudnia 2018

Badania kompetencji

Spotkanie informacyjno-organizacyjne

Malbork, 12 grudnia 2018 r.

Blisko 600 uczniów weźmie udział w badaniach kompetencji w zakresie języka polskiego oraz matematyki. Raport z badań stanie się podstawą do określenia pomocy nauczycielom i uczniom oraz rekomendacji dla organu prowadzącego, którym jest samorząd powiatowy, co do określenia strategii rozwoju oświaty w powiecie malborskim.


Na zaproszenie starosty malborskiego Mirosława Czapli odbyło się już spotkanie informacyjno-organizacyjne z udziałem prof. dr. hab. Marka Piotrowskiego z Katedry Dydaktyki i Pedagogiki Szkolnej Chrześcijańskiej Akademi Teologicznej oraz dr hab. Magdaleny Trysińskiej z Instytutu Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego, z dyrektorami I i II Liceum Ogólnokształcącego oraz Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3 i 4 oraz Centrum Edukacji Zawodowej w Malborku. 


W spotkaniu uczestniczył również Waldemar Lamkowski, wicestarosta malborski. - Naukowcy wraz ze swoim zespołem przeprowadzą badania wśród uczniów klas pierwszych liceów i techników w zakresie języka polskiego i matematyki. Animatorzy monitoringu spotkali się także z liderami zespołów przedmiotowych z języka polskiego i matematyki. Autorzy badań zaprezentowali cele monitoringu kompetencji uczniów z danego przedmiotu - wyjaśnia wicestarosta malborski Waldemar Lamkowski.

Podczas dyskusji poruszono też zagadnienia metodyczne w odniesieniu do problemów edukacyjnych, realizacji podstawy programowej i efektów kształcenia. Badania zaplanowano na marzec 2019 roku. Weźmie w nich udział 352 uczniów z malborskich liceów i 232 uczniów z dwóch techników.


Informacja prasowa Starostwa Powiatowego w Malborku

Malborska Rada Gospodarcza II kadencji - ukonstytuowana

Wsparcie dla lokalnego biznesu - spotkanie przedsiębiorców

.
Wczoraj t.j.11  grudnia 2018 r. o godzinie 12:00 w sali posiedzeń Urzędu Miasta spotkali się przedstawiciele lokalnego biznesu. Przedsiębiorcy obszaru Malborka i Gminy Malbork. Lokalnego wcale nie oznacza w tym wypadku jakiegoś mniej znaczącego. Malbork to zarówno mniejszy biznes jak i potentaci nie tylko na skalę kraju.



Rada Gospodarcza - o charakterze społecznym ("wolontarystycznym" jak to określono w przemówieniach i publikowanych zasadach funkcjonowania). To grupa ludzi z doświadczeniem, prowadzących z powodzeniem zarówno swoje firmy jak i zajmujący się działaniami około biznesowymi. Na przykład prowadzący instytucje związane z biznesem, instytucje ustawowo powołane do takich działań np. PUP, etc. Słowem grupa (w tej kadencji powiększona)  31 osób w zespole doradczym - jako narzędzie doradzające burmistrzowi w szerokim zakresie związanym ze sferą biznesu w kontekście miasta i jego p
olityki.

Uczestnictwo w Radzie to zarazem i zaszczyt i odpowiedzialność 

Wczoraj powołani otrzymali akty powołania a następnie wybrali spośród siebie prezydium - przewodniczącego i dwoje wiceprzewodniczących oraz sekretarza. Nim to jednak uczynili zaprezentowali swoje obszary zainteresowań, pracy i działań.

W spotkaniu udział wzięli, między innymi, zarówno przedstawiciele Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej S.A, wójt i przewodniczący Rady Gminy Malbork, przedstawiciele władz banków - tu Bank Gospodarstwa Krajowego , przedstawiciele Gdańskiego Parku Naukowo-Technologicznego –PSSE sp. z o.o, radni miejscy, dziennikarze regionalni i lokalni. 



Gospodarzem spotkania był burmistrz miasta - Marek Charzewski, asystował Zbigniew Charmułowicz z  Wydziału Rozwoju i Gospodarki Przestrzennej Urzędu Miasta Malborka

W wyniku głosowań powołano prezydium Rady Gospodarczej

Przewodniczącym został ponownie Jarosław Filipczak, wiceprzewodniczącymi Beata Rychcik i  Bogusław Skrzyniarz, sekretarzem zaś Zbigniew Charmułowicz. 

Po wyborze prezydium omawiano najbliższe działania i spotkania  Rady, nowe instrumenty wsparcia przedsiębiorców, etc. 

Jak wynikało z rozmów kuluarowych w najbliższym czasie rada podzieli się na grupy zajmujące się przestrzeniami działań będącymi w kręgu doświadczenia zawodowego, wiedzy, zainteresowań oraz możliwości w taki sposób, by być skutecznymi i pragmatycznymi w tej materii doradzania i wypracowywania kierunków proponowanej polityki miasta. 




Co zapewne będzie miało efektywne przełożenie na decyzje politykę działań burmistrza, a i jego propozycje  dla Rady Miasta.

Kolejne spotkanie  Rady, tym razem robocze, odbędzie się już w ten piątek. 
Wypada życzyć wszystkim powodzenia w trudnej pracy i odpowiedzialności, dbałości o tą sferę życia miasta - przez następne wszak pięć lat.

BANWI

Skład osobowy Rady Gospodarczej przy Burmistrzu Miasta

Joanna Reszka - Powiatowy Urząd Pracy w Malborku, Patrycja Kozłowska - Wydział Zarządzania i Inżynierii w Malborku Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy, Beata Stawarska - Muzeum Zamkowe w Malborku, Beata Rychcik - Studio Socjoedukacji, Aleksandra Parafiniuk -Przedsiębiorstwo-Produkcyjno-Handlowo -Usługowe „PARAFKA”, Justyna Pawłowska - Malborska Fundacja Rozwoju Regionalnego, Jan Tadeusz Wilk - Urząd Miasta Malborka, Piotr Furgała - F.P.H. „ARCONA”, Jarosław Filipczak - Regionalna Izba Gospodarcza Pomorza,  Bogusław Skrzyniarz -Pracodawcy Pomorza Oddz. Malbork, Mariusz Kaźmierczak - Krajowa Spółka Cukrowa S.A.O/ Malbork, Jarosław Buła - Alegre Logistics Sp. z o.o., Krzysztof Świercz Forest - Fabryka okien PCV i ALU. Edward Matacz Cech Rzemiosł Różnych, Apoloniusz Zachara - P.H.U. AUSTERIA, Andrzej Wolanin - A.E. Wolanin Piekarnia KoszykowaS.C., Edward Maciąg - OVAL Sp. z o.o., Sebastian Majewski - Techno Marine Sp.z o.o., Krzysztof Kwiatkowski - Leier Polska S.A. Zakład Malbork Wiesław Dolega - Żuławska Spółdzielnia "SCH", Włodzimierz Surma - P.H.U. Pro-System, Krzysztof Łopata - Bistro na Fali, Wojciech Zaborowski - P.P.H.U.„WOJTEX”, Patryk Wdowicz - P.U. „ELTIME”, Krzysztof Grzesik - F.H. GRZESIK, Paweł Szczepanik - PEMALUX Sp. zo.o., Alyosha Sakutov - „SO CHIC”Sp.zo.o., Marcin Barc -  PEMAL Sp. zo.o., Paweł Kołkowski-  F.H. „EXCELLENCE”S.C. Ewa i Paweł Kołkowscy, Mariusz Zawadziński -  P.H.U. Magdalena Kasper,Rafał Mączkowski S.C, Zbigniew Charmułowicz - Urząd Miasta Malborka

Fotorelacja