czwartek, 18 stycznia 2018

Złość

Co i kiedy piękności szkodzi, i co - co oznacza

.
To, że nie ma „złych” i „dobrych” uczuć chyba nie trzeba nikomu udowadniać. Niemniej w naszym postrzeganiu z chęcią do "niechcianego wora" wrzucilibyśmy kilka emocji, stanów emocjonalnych i uczuć.


https://pixabay.com/pl/
Wszystkie one są nam potrzebne 
nawet te, które bardzo często potocznie nazwalibyśmy „tymi złymi”. Każde uczucie, każda emocja, czy stan emocjonalny - to sygnał. 
Sygnał, który nas informuje o czymś. 
To działa jak lampka kontrolna, informacja w komputerze o systemie (ale nie traktować powinniśmy tego jako błąd) i resetować np. "Mocnym dębowym", lubo drinkiem „Syczący dragon”, albo innym C2H5OH. Niestety czasem tak mamy, by na sygnał informacyjny własnego organizmu reagować - waląc pięścią w .. w deskę rozdzielczą. Mało skuteczne. Tu potrzeba subtelniej z tematem popracować.

Chciane i niechciane 
Wracając do sygnałów. Bardzo często chcielibyśmy przeżywać jakieś uczucia, stany. Wręcz ckni się za nimi strasznie. A bo to, tak jakby - trochę miłości, jakby tak więcej radości, jakby tak poczucia bezpieczeństwa …. Więcej!. No ale jak "na złość" … nie ma.

Niekiedy mamy ich zbyt dużo, „wyłażą nam na twarzy”, zdradzają je nasze ręce, etc. Wtedy jak "na złość" – są a chcielibyśmy je ukryć. Często staramy je maskować – kłamiemy, że np. "nie jesteśmy wcale ale to wcale zdenerwowani", że jesteśmy właśnie spokojni, opanowani. W naszym wnętrzu aż kipi – ale na zewnątrz maska – może ktoś się da na nią nabrać. A uszami jakby mogła - to by, jak z czajnika, para szła.

Niektóre z uczuć wypieramy (wyrzucamy oszukując siebie samych). Niekiedy potrafi nasz organizm przy naszej skutecznej pomocy - pomóc nie mieć nam dostępu do swoich prawdziwych czuć, uczuć, emocji. Często wówczas mówimy, zaporowo, że nic nie czujemy. Chcąc, żeby tak było. Ale najczęściej to tylko pobożne życzenia.

Kumulując w sobie, tłumiąc uczucia 
nie pomaga nam to w funkcjonowaniu. Wręcz przeciwnie powoduje często jeszcze i zwiększa nasze kłopoty ze sobą, w otoczeniu innych ludzi, przed którymi udajemy, lub chcemy udawać. Ogólnie rzecz biorąc -  zaburza wszystko

Częściowo nas tak wychowano (i tu się odzywa w nas wspomniany ongiś w artykule – głos wewnętrznego rodzica). On jakby pozwala nam „zapanować” nad emocjami) a częściowo próbujemy innym sposobem sobie poradzić (np. używając wspomniany środek psychoaktywny, by uśmierzyć lub spotęgować – w zależności od działania na nasz organizm.

Często nie potrafimy w sposób prawidłowy (skutecznie, optymalnie wskazany – rzec można), nie „naumieliśmy” się i nie przećwiczyliśmy – wtedy reagujemy niczym dzieci (mówią o nas wówczas, że tak „niedojrzale” postąpiliśmy).
Miałem napisać o jednym, a wyszła znów cała opowieść. Mianowicie, miałem zamiar napisać o czymś, co już dwukrotnie w tekście wspomniałem – o złości! Złość jest emocją.

Nie lubimy się złościć 
Ponoć piękności szkodzi. Ale tak poważnie jest nielubiana przez nas. Wiąże się z pojawieniem i narastaniem uczucia gniewu. Gniew pobudza człowieka np. do ataku na źródło wywołujące złość.
Cóż drobne maleńkie pytanie – czy państwo uważacie, że warto się złościć np. na autoalarm w samochodzie?
Złość jest swoistym autoalarmem w naszym organizmie,
lampka kontrolną stanu. Informacją. Czy więc warto się złościć na złość?
Ale wielu z nas postępuje też irracjonalnie – np. twierdząc, że nie odczuwa „nigdy” złości – bo to grzech. Z pełnym szacunkiem dla poglądów i światopoglądu. Ale to z tym brakiem postrzegania u siebie złości i przekonania, że nie należy się złościć. To tak jakbyśmy byli głusi na wyjący autoalarm w samochodzie. No można na niego nie reagować i udawać,  że nie słyszymy. Tylko po co on tam jest zamontowany?

Złość informuje 
o obszarze, źródle, etc, w którym się znaleźliśmy i które powoduje sytuację, jaka nas … złości. Gdy byliśmy młodsi – i nie umieliśmy sobie radzić skutecznie ze złością – często robiliśmy niekoniecznie mądrze rzeczy. Ale z całą pewnością mówienie i bycie przekonanym, że nie odczuwamy złości, kiedy faktycznie coś nas złości – powinno nas zaniepokoić.
Oczywiście waga tego, co dla jednych wywołuje złość dla drugich wzruszenie ramion lub uśmiech pobłażania – jest istotne.
Z każdą złością można sobie poradzić – i są setki metod, dla każdego inne, by sobie z nią poradzić.

Na pewno nie tłumić
 a mieć świadomość, że to sygnał. Na pewno nie walić po łbie źródła złości – jak w dzieciństwie często to czyniliśmy w stosunku do młodszego brata, lub co gorsza siostry (kobiet w żadnym wieku nie wypada – powinien ozwać się głos naszego wewnętrznego rodzica (u mężczyzny zwłaszcza).
Jesteśmy bardzo skomplikowanymi strukturami. Wiele naszych „części”, „swoistych systemów” jest ze sobą powiązanych na wielu różnych poziomach – czy nam się podoba czy nie. Zresztą,  lekarze potwierdzą.

Warto siebie się nauczyć 
odkrywać siebie dla siebie - chociaż to niezwykle trudne. Musimy zderzyć się z tysiącem przesądów, przekonań, i prawd nie zawsze przez nas oczekiwanych.

Z całą pewnością taki sposób postrzegania siebie pomaga nam lepiej funkcjonować samemu, wśród innych i wobec tego co nas otacza. Pamiętając, że to ułatwia nam bycie w przyjaznych relacjach ze światem – pamiętajmy, że mamy coś takiego jak (jedni to nazywają) wolną wolę (inni inaczej). 
Warto się z tym mierzyć, gdy świadomie rezygnujemy lub godzimy się. Ponosimy tegoż konsekwencje, jakie by nie były.

Cóż, ale są i tacy wśród nas którzy potrafią na wszelki wypadek schować głowę w piasek i przyjąć pozycje strusia. Tyko wtedy odsłaniamy …
BANWI

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza