czwartek, 3 maja 2018

Refleksje nad historią i dumą - nie tylko tą narodową

Ustawa Rządowa, czyli Konstytucja 3 Maja, była drugą na świecie, a pierwszą w Europie ustawą zasadniczą. Uchwalona na Sejmie Czteroletnim w 1791 roku przez stronnictwo patriotyczne jako rezultat kompromisu ze stronnictwem królewskim, była wynikiem dążeń do naprawy stosunków wewnętrznych w Rzeczpospolitej po I rozbiorze, ustalając podstawy ustroju nowożytnego w Polsce.

Postanowienia konstytucji
Jej wstępnym etapem było Prawo o sejmikach z 24 III 1791 roku oraz Prawo o miastach (królewskich) z 18 IV 1791 roku. Pozostawiała ustrój stanowy, z pewnymi drobnymi zmianami: znacznie uszczuplono wpływy magnaterii na elekcję, Senat i zarząd kraju, wykluczając z sejmików szlachtę nieposesjonatów, stanowiącą najgorliwszą klientelę magnatów. W prawie wyborczym feudalny cenzus urodzenia szlacheckiego zastąpiono burżuazyjnym cenzusem posiadania. Mieszczanom zatwierdzono prawo nabywania dóbr i uzyskiwania nobilitacji.

Utrzymując poddaństwo Konstytucja pozbawiała szlachtę prawa najwyższej zwierzchności wobec poddanych, przyjmując ich „pod opiekę prawa i rządu krajowego”. Indywidualne umowy chłopów z dziedzicami o zamianę pańszczyzny na czynsz teraz nie mogły już być samodzielnie unieważniane przez szlachtę.

Postanowienia Konstytucji centralizowały państwo, znosząc odrębność między Koroną i Litwą, wprowadzając jednolity rząd, skarb i wojsko. Za religię panującą uznano katolicyzm, przy zupełnej tolerancji innych, uznanych przez państwo wyznań. Konstytucja wprowadziła trójpodział władzy: władzę ustawodawczą miał sprawować dwuizbowy Sejm, składający się ze szlachty-posesjonatów (204 posłów) i 24 plenipotentów miast.

Zmniejszono znacznie rolę Senatu, instrukcje poselskie, konfederacje i liberum veto zostały zniesione, decyzje miały zapadać zwykłą większością głosów. Kadencja Sejmu trwała 2 lata, posiedzenia zwoływane były w razie potrzeby, co 25 lat miano zwoływać Sejm w celu poprawy konstytucji. Władzę wykonawczą przyznano królowi wraz z Radą, tzw. Strażą Praw, złożoną z prymasa i 5 ministrów: policji, pieczęci, czyli spraw wewnętrznych, interesów zagranicznych, wojny i skarbu, mianowanych przez króla. Ministrowie odpowiadali przed Sejmem za podpisane przez siebie akty. Król był przewodniczącym Straży, miał prawo nominacji biskupów, senatorów, ministrów, urzędników i oficerów, w razie wojny sprawował naczelne dowództwo nad wojskiem.

Zniesiono wolną elekcję, po śmierci Stanisława Augusta tron miał być dziedziczny, tylko w razie wymarcia rodziny królewskiej szlachta miała wybierać nową dynastię. Konstytucja zapowiadała reorganizację sądownictwa, postulując konieczność stworzenia stale urzędujących sądów ziemskich i miejskich oraz sprawujących nad nimi nadzór w drugiej instancji Trybunałem Koronnym i sądem asesorskim.

Próba przeprowadzenia reform została przekreślona już w połowie 1792 roku. Przyczyniła się do tego Targowica i wkroczenie wojsk rosyjskich do Rzeczpospolitej.

Konstytucja 3 Maja była wielkim osiągnięciem narodu chcącego zachować niezależność państwową, zabezpieczała możliwość rozwoju gospodarczego i politycznego kraju. Do tradycji trzeciomajowych nawiązywały później różne kierunki polityczne, dosyć dowolnie interpretując idee ustawy zasadniczej z 1791 roku.
http://wga.pl/konstytucja-3-maja/, Wikipedia, etc

Ku refleksji, nim nas duma ... rozdyma

.
Nie wszystko jest takim jakim nam się wydaje, jakim chcielibyśmy widzieć, chcielibyśmy wierzyć. Te nasze chciejstwa są uwarunkowane tym, co przekazali nam w przeszłości  inni, (często w dzieciństwie, szkole, studiach ale i później) też w różnych sytuacjach teraz, od polityków i przeczytanych książek począwszy a na coach`ach i duchownych skończywszy. Itp. Itd.  

Te nasze uwarunkowanie chciejstw 
to też wypadkowa naszych przemyśleń, kontestacji, wszystkiego co w nas się zrodziło i wynika z całego zasobu wiedzy, intelektu oraz potrzeb, niedoborów, posiadanych potencjałów, etc.


To też jest poddawane emocjonalnym eksperymentom społecznym, politycznym, wynika z naszej sytuacji, naszego samopoczucia i kondycji. Można by tak wymieniać wiele cech, uwarunkowań chciejstw i ich przyczyn.

Ale to i tak wszystko rozmija się ze stanem faktycznym, z faktami, ptocesami i tym wszystkim o czym nie wiemy a miało miejsce. Co nie jesteśmy na daną chwilę (a i może w ogóle) pojąć, ogarnąć, doświadczyć czy się dowiedzieć jak było … naprawdę.

Bo cóż to jest ta prawda? 
Tu z chęcią posłużyłbym się powiastką księdza Tischnera o tym co to jest ta prawda w wydaniu regionalnym górali.  Że właściwie są one trzy. Itp.


Ale ja nie o tym. Zamykając tezę jakąś  klamrą – to nigdy nie jest tak jak byśmy chcieli wierzyć i marzyli by było. 

To najbardziej dotyczy historii. 
Która sama w sobie nigdy nie była obiektywna, bo tworzą ją na własny użytek i swojej przyszłości ludzie, grupy ludzi, środowiska, przedstawiciele społeczności, władców, polityków i politykierów, duchownych wszelkich maści, etc.

To dlatego często słyszymy slogany, mało podparte nawet wątpliwymi faktami. Które jeśli nawet – to za jakiś czas okazują się, że były tylko teoriami, że były mylne a rzeczywistość i tak układała się inaczej. Nawet gdy nie jesteśmy w stanie sobie tego uzmysłowić, to z cała pewnością pewnością było inaczej.

Przy takim dictum każde z nas
pewnie prędzej czy później się … wkurzy mówiąc kolokwialnie. No jak to! Są dokumenty …! Cóż a bo to raz, ktoś takie czy inne dokumenty fałszował? Od początków chrześcijaństwa i wcześniej po dzisiejsze przesączone elektroniką próby zapisów. Wszystko można sfałszować. Byle tylko upłynęło trochę czasu, i zaraz się okazuje, że to nie nas napadnięto … ale my kogoś, że to nie ten a  … tamten przeskoczył ten czy inny mur. 

Parcie na układanie nam historii 
ma wielu zwolenników od wieków. Powiedzenie, że zwycięzcy ją piszą to prawda. Ten kto ma klucz do przeszłości ten i tak dalej. (idąc za myślą Orwellowską) 

Stąd, przy tak wielkim wstępie, zadam Państwu pytania, na które proszę sobie spróbować odpowiedzieć w spokoju własnego sumienia. 

Jak często mamy pewność
że posługujemy się „prawdziwymi” przekazami z przeszłości?! Ile wiemy na dany temat a na ile powtarzamy przemieloną papkę klasycznych spojrzeń, stereotypów, mitów, nieprawd  na tematy.

Jeśli ktoś nagle się pojawi z jakąś tezą, która się kłóci z ogólnie przyjętą inną lub ich zbiorem ...
Zaraz a co to oznacza ogólnie przyjęta teza  … ? Czyli jakieś coś, co większość uznaje, że może to prawda, albo wygodnie - by to była prawda! A może jeszcze z innego powodu?!

Więc, jeśli ktoś głosi coś odmiennie innego, zrazu potępiany jest najczęściej w czambuł, bo podnosi na ustalony porządek, przekonania - „rękę” obrazoburczo. Próbuje obalać a „my tu nie chcemy rewolucji”! Pognać takiego, "paszoł wo!" No i w imię czegoś niepojętego, gnamy takich gdzie pieprz rośnie i skąd nie ma często powrotu do normalności. Potem po latach okazuje się, że ci, których  poglądy odrzuciliśmy ... mieli racje! Byli geniuszami, przeczuwali lub wydedukowali, etc.

Historia choćby Chrześcijaństwa, Egiptologia są tego ewidentnym przykładem. Więc dziś nim krzykniemy; "Wiwat Król kochany, wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie stany ...!". Spytajmy się siebie, na ile chcielibyśmy, by historia taka była, a na ile była ona naprawdę i w jaki musiała się przebrać płaszcz, lub kto ją weń przebrał.

Naznaczona w naszym narodowym wypadku Matejką i Sienkiewiczem bardziej niż faktami. Często podkolorowana, i takim mejkapem nie tylko na potrzeby podręczników i szkół. Tylko jakie będziemy mieli te  Rzeczypospolite, gdy tak będziemy młodzieży chować (tu wychowywać) a sobie kuku czynić stereotypami myślowymi?

Miłego kontemplowania rzeczy prostych w skomplikowanym świecie złożoności i ułudy. 
opracował BANWI


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza