Czyli witać poranek nowego roku!
.
Budząc się dzisiaj po sylwestrowych szaleństwach, uświadamiamy sobie, że właśnie po prawej stronie kartki będziemy już pisali 2018 r. Nie raz przyjdzie się pewnie nam pomylić. Pewnie człapiąc z pościeli drepczemy do jakiegokolwiek zaparzacza kawy.
Dziwimy się jak i skąd maluchy, oglądające właśnie bajki w telewizji, mają tyle energii? Kiedy nas tak boli głowa i chce się jeszcze trochę podrzemać.
Niemniej oczy i skomlenie naszego domowego czworonoga, patrzącego z wyrzutem – sprowadza nas do rzeczywistości. A może by ktoś, wymyślił taką szczepionkę, co by nie tak często trzeba było je wyprowadzać?! Tak jak tą dla nich, na uspokojenie (by przetrzymywały w miarę sylwestrowy huk). Ale nic z tego!
Wzruszamy tylko ramionami i przy odrobinie szczęścia, zamaczając delikatnie, spękane wargi w gorącej kawie, wąchając jej cudowny aromat, wołamy;
- A wyprowadziłoby które Reksa?! (przyp. red. imię np. wpisać tu ....) To nie tylko Mamusiowy i Tatusiowy pies. Same chciałyście go by …!
Taki zwyczajny niezwyczajnie poranek Nowego Roku.
Trochę boli głowa – cóż takie jej zbójeckie prawo, można były mniej... ale co tam raz się „żyje”!. Teraz latają po niej strzępy wspomnień. Iskrzą synapsy, gdzie po neuronach, tych jeszcze nieuszkodzonych w pośrednim wyniku reakcji z alkoholem (czy czym innym), gdzie się przypomina co było ...
Dobrze, że przypomina, niekiedy się kompletnie nie przypomina! Tylko po minie (i zachowaniu) ukochanej osoby widać, bo przecież nienaturalnie – nie słychać wszakże!
Świadczy to ewidentnie, że chyba nastąpiło „przegięcie w nadużywaniu środka zmieniającego świadomość”. Cholera nawet nie wiadomo co było nawywijane i jak bardzo.
Za oknem huk.
Przychodzi refleksja. Czyżby arsenał sztucznych ogni nie został wyczerpany mimo wszystko? Patrzymy, za oknem sąsiad ze swoim dzieckiem i teściową … A tak coś mówił wczoraj, gdy składaliśmy sobie życzenia, że malec już śpi. Tak ponoć czekał na „strzelawki”... Nagłe olśnienie! O choroba! Już się przypomniało, już wiem dlaczego to milczenie …
- Reks, pan się ubiera w dres i idziemy przywitać poranek nowego roku! Przynieś smycz.
Reks rozumie w mig. Jakby wiedział, że teraz potrzeba „panu” trochę świeżego powietrza i konceptu - jak uładzić domowy konflikt.
No i kto tu kogo wyprowadza? W kuchni trzaskają gary. Ukochana gdera do siebie i zmywa. To fakt, nie potrafi bez mówienia. Ale, odezwać się - nie odezwie!
Jak tu zaradzić?
"Przecież nie ma dziś otwartych kwiaciarni" - Myślimy naciągając kurtkę. - "W ogóle ten pomysł zamykania sklepów w święta, kiedy najbardziej są potrzebne, to chyba niekoniecznie dobry pomysł …" przelatuje przez myśl.
- Reks! Idziemy!
BANWI
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz